piątek, 3 sierpnia 2012

5. Niespodzianka, niespecjalnie miła.

- A co on tu robi? - spytała Julka, ujrzawszy Konstantina.
- Co? O czym ty mówisz? - udawałam, że nic nie wiem, ale moja przyjaciółka znów coś wyczuła.
- Nie udawaj, że nie wiesz. No i Aleks - wskazała na drugiego z Serbów.
- Oj no weź, chłopak się stara, róże ci przyniósł! - zaparkowałam na parkingu przy hali.
- To co? - Julia dawała wyraźne sygnały, że w ogóle ją to nie obchodzi. Ale ja ją znałam.
- Daj mu chociaż szansę - odpięłam pasy, a ona odpięła swoje.
Czyżby jej zależało?
- Nie wiem - odpowiedziałam.
- Ale ja wiem - wyszłam z samochodu, a Julia w nim została - Chodź!
Białorusinka wyszła niechętnie z auta.
- Daj mu szansę - powtórzyłam, a Julia wywróciła oczami.
Konstantin powoli zaczął do nas podchodzić. Julia przez chwilę się zawahała, ale nie zwolniła kroku. Zatrzymała się dopiero wtedy, gdy Serb był bardzo blisko nas. Ja jednak podeszłam do Aleksa.
- Prawie mój idealny plan się nie powiódł... - powiedziałam.
- Chciałaś powiedzieć "nasz" - poprawił mnie Serb, a widząc moją pytającą minę, dodał: - No przecież ci pomogłem. Kupiłem mu nawet te róże!
- No dobrze, nasz - poprawiłam się. - Ale mam nadzieję, że się pogodzą.
- Na pewno się pogodzą - pocieszył mnie Aleks. - A nawet jeśli nie, to będziemy mieli satysfakcję z tego, że próbowaliśmy. A ile może to potrwać, zanim no wiesz... Zanim się pogodzą?
- No nie wiem - swój wzrok skierowałam na Konstantina i Julkę. Rozmawiali.
- W takim razie cię porywam.
Spojrzałam na niego. Co on kombinuje?
- Zależy gdzie - odpowiedziałam mu, a on pokręcił głową.
- To niespodzianka - powiedział i znów posłał mi uśmiech - Nie daj się prosić! - dodał.
- No nie wiem, możesz mnie przecież porwać na drugi koniec Polski...
- A nie chciałabyś ze mną tam być? - spojrzał mi w oczy, a ja się zaśmiałam.
- No dobra, dobra - poddałam się. - Ale wiedz, że policja i tak prędzej czy później cię znajdzie.
- Aleks uśmiechnął się, a ja pokazałam mu język.
Pięć minut później oboje siedzieliśmy w jego samochodzie.
- To jak, powiedz mi wreszcie, gdzie jedziemy? - odezwałam się, gdy Aleks odpalił silnik.
- Przecież mówiłem ci, że to niespodzianka - odezwał się.
- Bo coraz bardziej zaczynam się bać - powiedziałam, a Serb zaczął się śmiać.
- Boisz się mnie? - zapytał.
- Nie o to chodzi - oparłam się o otwarte do połowy okno.
Przez całą jazdę prosiłam Aleksandara, by powiedział mi, gdzie jedziemy, ale on wciąż był nieugięty. Wciąż powtarzał, że to niespodzianka i musiałam siedzieć cicho.
Po godzinie jazdy z oczu zniknęły nam budynki i scena kieleckiego miasta. W sumie to nie było tu nic oprócz nas. Droga prowadziła prosto, a po bokach rozciągały się pola i łąki.
Aleks skręcił w jedną z bocznych dróżek. Teraz jechaliśmy w zupełnym milczeniu.
Wreszcie samochód się zatrzymał i Aleks rozpiął pasy.
- Idziesz? - zapytał, spojrzawszy na mnie.
- No jasne - odpowiedziałam, ale coraz bardziej ogarniał mnie strach.
Przecież ile to było przypadków, gdy chłopak zwabił dziewczynę na odludzie, a potem ją zamordował i schował ciało? Wolałam jednak o tym nie myśleć, bo Aleks nie wyglądał mi na mordercę.
Rozpięłam pasy i oboje wyszliśmy z auta. Próbowałam zakryć moje trzęsące się ręce, więc schowałam je do kieszeni bluzy.
- Chcę ci coś pokazać - odezwał się Aleks - więc nie musisz się już bać - uśmiechnął się.
- Ale ja się wcale nie boję - zaprzeczyłam.
Szliśmy cały czas prosto przez polną drogę. Nie wiem, jak Serb wyczuł, że jednak ogarnia mnie strach.
Doszliśmy na wielką, kwiecistą łąkę.
- Ale tu ładnie - nie kryłam, że mi się tu spodobało.
Wraz z Aleksem usiadłam na trawie.
- Mój tata oświadczył się tu mojej mamie - odezwał się.
- Twoi rodzice są Polakami?
- Nie - Aleks się uśmiechnął - przyjechali tu na wakacje i tak jakoś wyszło.
Zagrzmiało.
Spojrzeliśmy w górę. Na niebie kłębiło się mnóstwo ciemnych, burzowych chmur.
- Zaraz chyba będziemy musieli wracać - odezwał się Serb, a ja pokiwałam głową.
Jednak mi nie chciało się wracać, tu było tak miło i magicznie.
Nagle zaczęło mocno padać i oboje wstaliśmy z trawy. Aleks złapał mnie za rękę i pobiegliśmy w stronę jego samochodu.
- Obiecaj, że tu kiedyś mnie jeszcze zawieziesz - powiedziałam, gdy zdyszani dobiegliśmy do auta.
- Obiecuję - Aleks się uśmiechnął.
Spojrzałam w jego oczy. Śmiały się tak samo jak wtedy, gdy go poznałam.
Serb przysunął się do mnie, więc i ja zrobiłamm to samo. Nie wiedziałam, jak to się skończy, ale teraz to się nie liczyło. Nic, oprócz mnie i Aleksa.
W końcu zatopiłam się w jego ustach. Wplotłam dłonie w jego już mokre od deszczu włosy, a on swoje położył mi na mojej talii.
Jednak Serb gwałtownie odsunął się ode mnie, czego się nie spodziewałam.
- Przepraszam - powiedział zszokowany - To nie powinno się wydarzyć.
Teraz to mnie zamurowało.
- O czym ty mówisz? - spytałam zdenerwowana.
- Jesteśmy przyjaciółmi - powiedział, wciąż patrząc mi w oczy, ale ja odwróciłam wzrok.
- Dobra, nie musisz mi się tłumaczyć - odezwałam się. Wiedziałam już, że traktuje mnie tylko jako przyjaciółkę.
Ruszyłam do przodu. Nie wiem, jak chciałam dojść do Kielc, i to w taką ulewę.
- Kim! - zawołał Aleks, ale ja się nie odwróciłam. Nie chciałam się odwracać.
Szłam tak przez pięć mjinut, ale zmoknęłam już do suchej nitki. Czyłam się bardzo źle...
W końcu doszłam do głównej ulicy - tak samo jak wcześniej żadnego samochodu tam nie było.
Musiałam przejść kilkadziesiąt kilometrów, ale nie wiedziałam do końca, gdzie wywiózł mnie Aleks.
Po dłuższym czasie usłyszałam dźwięk silnika. Gwałtownie odwróciłam się to tyłu, bo miałam nadzieję, że ten ktoś odwiózłby mnie do Kielc. Ale był to Aleks.
- Nie wygłupiaj się - zaczął, gdy dojechał jak najbliżej mnie - Wsiadaj, podwiozę cię.
Nie odezwałam się.
- Przeziębisz się - znów drążył, a ja zaczęłam szybciej iść.
Jednak coraz bardzuej deszcz zacinał mi w twarz.
Zatrzymałam się w końcu i odwróciłam się w stronę Serba. Znów patrzył na mnie tym wzrokiem, który sprawiał, że nie potrafiłam się na niego gniewać. Ale jak mam się nie gniewać, skoro najpierw mnie całuje, a potem za to przeprasza?
Nie wiem, dlaczego ruszyłam w stronę samochodu Aleksa, może była to dziwna sympatia do tego chłopaka, albo najnormalniej w świecie wielka ulewa, jaka się rozpętała.
Szybko otworzyłam drzwi i usiadłam na miejscu pasażera.
Jednak całą drogę nie odezwałam się do serbskiego atakującego ani słowem.

***
Rozdział specjalnie dla Edzi. ♥ Bo już nie mogła wytrzymać...
Was też wkurzają transmisje tefałpeowskie? Nie dość,że komentatorzy to jakieś świry, to jeszcze mi transmisje meczu Serbia-Niemcy przerywali na rzecz pływaków =.= A tam Aleks, Grozer, Bohme... Ehh, oni mnie nie rozumieją...

I jeszcze chciałam podziękować Edycie, Wiktorii (za romansidłowatą łąkę♥), Weronice - mojej mamie i Patrycji, ale ona to akurat nie zasłużyła.

PS. Wymyśliłam nową postać, Edzia już wie, ale mogę tylko zdradzić, że jest to... mężczyzna i może on namieszać... :) 
Do następnego.

5 komentarzy:

  1. omomo < 3 dzięki ^ ^ jak on mógł jej tak powiedzieć? świnia jedna xD Ale też nie mogłabym się na niego gniewać... na nikogo nie potrafię sie gniewać xD
    nmg się doczekać następnego rozdziału ;-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja bym tam była to bym mu przywaliła w twarz... W sumie dlaczego ja tego nie zrobiłam? xD

      Usuń
  2. oooooooooooo. ♥ cały rozdział dla mnie! ;D mój ulubiony. hahaha. + nie tylko Ciebie wkurza TVP, komentatorów mogłam wytrzymać do momentu w którym Dzik został pomylony z Winiarem. ; o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo jak wypowiadali "GroSer", zamiast "GroZer", o mój Boże -.- Dobrze, że tylko wypowiadali nazwisko Aleksa, bo czasem ci z Polsatu mieli problemy :D

      Usuń
  3. Co do TVP - PORAŻKA ! ; pp Hah, " Groser " słyszałam :D Hahah, Aleksa też. No cóż, bywa i tak ;) A rozdział - ŁAŁ ! :) - natU

    OdpowiedzUsuń