wtorek, 11 grudnia 2012

22. Brak trampek na twoich stopach jest niepokojący.

To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, to dopiero koniec początku.

Gdy Rosjanin wyszedł z kawiarni, ja zostałam jeszcze przy stoliku. Nie chciałam wracać do mieszkania. Czym sobie na to zasłużyłam? To pytanie nasuwało mi się coraz częściej. Wyjeżdżałąc do Moskwy po części wierzyłam, że ucieknę od problemów. A one ciągnął się za mną niemiłosiernie i nie chcą odpuścić. Gdy po raz drugi zaufałam Aleksandarowi, czułam, że nie będzie łatwo. Ale wieść o jego dziecku zaskoczyła także samego Serba. Miałam nadzieję, że Ana kłamie, że to kolejna jej prowokacja. Ale to, co teraz działo się w naszym życiu było prawdą. Prawdą też stało się to, że jestem naiwną kretynką. Trzeba było sprawę z Atanasijevićem odpuścić całkowicie. Oczywiście doceniałam starania naszych przyjaciół, które swoją drogą, całkowicie poszły na marne. Ale teraz to koniec. Odsunę się z życia Aleksa, Any i ich wspólnego dziecka. Dopijając do końca gorącą czekoladę, wstałam z miejsca i udałam się do wyjścia.

Dochodząc na klatkę schodową, poczułam jak serce podeszło mi do gardła. Gdy delikatnie nacisnęłam na klamkę, i weszłam do środka, ujrzałam Aleksandara, siedzącego na krześle przy stole; wyraz jego twarzy mówił mi wszystko.
- Kim - zaczął, ale ja szybko mu przerwałam.
- Jeszcze tu jesteś? - uniosłam się - Myślałam, że wszystko jasne.
- Nie, nie jest - wstał z miejsca i podszedł do mnie.
- O, czyżby? - zaśmiałam się i wyminęłam go - Dla mnie wszystko wiadome. Ale nie wiem tylko po co tu jeszcze siedzisz.
- Jestem pewien, że cię nie zdradziłem...
- A Ana dziecko zrobiła sobie sama? Nie rozśmieszaj mnie.
- Musisz mi uwierzyć - znów do mnie podszedł i złapał mnie za rękę.
- Już nic nie muszę - wyrwałam się z jego uścisku - Bo to koniec, defitywny.
Zostawiając Aleksandara zamego, udałam się do swojej sypialni i, chwyciwszy za bagaż Serba, wróciłam do niego. Rzuciłam torbę, w efekcie czego wylądowała obok jego stóp.
- I nie próbuj nawet mnie odzyskiwać, przepraszać... Bo już zmądrzałam.
- Chcę, żebyś wiedziała, że jest mi przykro - powiedział, podnosząc walizkę.
- Wyjdź - powiedziałam, zakładając ręce na piersi.
Popatrzył tylko na mnie, odwrócił się i wyszedł z mieszkania. A ja poczułam ciepłą łzę spływającą po moim policzku.
* * *
Dzień później.
- Stary, myślałem, że dłużej posiedzisz w Rosji - usłyszałem Konstantina, gdy wchodziłem do mieszkania.
- To się pomyliłeś - odburknąłem, kłądąc na podłodze torbę podróżną.
- Uuuuuuu, widzę, że panienka Aleksandra jest nie w humorze - stwierdził, powoli kuśtykając do salonu.
- Też byś był na moim miejscu - przeszedłem za nim, a Cupković rozłożył się na kanapie i wziął do rąk kubek z kawą - Wyobraź sobie, że zostanę ojcem.
Ciepły napój, który wcześniej znajdował się w ustach mojego przyjaciela, wylądował na śnieżnobiałym dywanie.
- Ty to wypierzesz - powiedziałem, wskazując na brązowe plamy.
- Kim... jest... - jąkał, pokazując na swój brzuch i wyglądało na to, że bał się wypowiedzieć słowo "ciąża".
Gdy pokręciłem głową, Konstantin zaśmiał się.
- Tylko mi nie mów, że ty urodzisz dziecko.
- Jaki ty głupi jesteś - znów zmusił mnie do tego, bym pokręcił głową.
- To jeśli nie Kim, to... Idioto, na prawde ją zdradziłeś?!
- Nie mierz mnie własną miarą - zacisnąłem zęby.
- Jeszcze nikogo nie zdradziłem - powiedział, znów upijając łyk kawy.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz...
- Zależy mi na Julii -  spojrzał na mnie z wyrzutem - Ale nie potrafię, nie teraz.
- To kiedy to zrobisz? Za rok? Za dwa?
- Nie wiem - warknął, powoli wstając - A ty kiedy dasz mi w końcu święty spokój?
- Chcesz świętego spokoju? - zapytałem, podchodząc do niego - To powiedz Julce prawdę.
- Powiem - spojrzał na mnie - Ale nie teraz.
Nagle zadzwonił telefon Cupkovića. Podałem mu komórkę, a ten ją odebrał.
- Słucham? -  powiedział, gdy przyłożył urządzenie do ucha. Przez pierwsze sekundy słuchał w skupieniu, a po chwili  jego twarz zbladła w mgnieniu oka.
- D-dobrze - wymamrotał, przyciskając czerwony przycisk w komórce.
- Co się stało? - spytałem, gdy Konstantin, powoli, przeszedł do przedpokoju.
- Natasza... Chyba zaczęła rodzić - wyjąkał mój przyjaciel, wracając do salonu.
- Chcesz polecieć do Serbii? 
- A mam jakieś wyjście? - odpowiedział pytaniem na pytanie - I mam nadzieję, że mój przyjaciel tam ze mną poleci.
Spojrzałem na niego, a on uklęknął przede mną i ręce ułożył jak do modlitwy.
- Aleks, obiecałem jej - powiedział.
- Wstań - poleciłem mu, a ten mnie posłuchał - Polecę z tobą.
* * *
- Kim, co się dzieje? - usłyszałam Stefana, który czekał na mnie przed szatnią.
- Co? Nie, nic - skłamałam.
- Nie mogłaś skupić się na treningu - stwierdził - Coś jest nie tak?
- Daj spokój - stanęliśmy, a ja na niego spojrzałam - Właśnie teraz jest wszystko w porządku.
- Nieudany trening jest w porządku?
Uśmiechnęłam się i ruszyłam do wyjścia. Teraz marzyłam tylko o gorącej kąpieli i o głębokim śnie. Fakt, dzisiejszy trening kompletnie mi nie wyszedł, ale wciąż myślałam o Aleksie. To było nie do zniesienia, wszystkie myśli wiązały mi się z jego osobą, wciąż miałam przed oczami jego zdziwioną twarz, a także twarz Any, przepełnioną satysfakcją. Obiecałam sobie - koniec z tym. Ale dlaczego moje myśli wciąż do tego wracały? To sprawiało, że się dekoncentrowałam, myślami nie byłam przy siatkówce.
- Zaczekaj - znowu usłyszałam Wanneram który akurat mnie dogonił - Nie myśl, że nie widzę, że coś się dzieje...
- A ty swoje - rzuciłam - Wiem, że zawaliłam trening, ale...
- Ale? - stanął, łapiąc mnie za ramię. Też stanęłam.
- Na prawdę chcesz wiedzieć? - spytałam.
Pokiwał głową.
- Rozstałam sie z Aleksem - nie było łatwo mi to powiedzieć i gdy poczułam natłok łez podchodzący mi do oczu, Stefan szybko mnie do siebie przyciągnął. W jego ramionach poczułam się tak okropnie bezpiecznie i chyba to zadecydowało o tym, że po chwili wybuchnęłam głosnym płaczem.
- Już dobrze -  powiedział, delikatnie głaszczac mnie po głowie.
- Przepraszam - wymamrotałam, odsuwając się od niego - Przepraszam.
- Nic się nie stało - rzekł -  Ale jeśli chciałabyś porozmawiać...
- Jasne - uśmiechnęłam się, ocierając oczy rękawem - Muszę już iść.
Znowu pokiwał głową, a ja odwróciłam się i ruszyłam do swojego mieszkania.

Stanąwszy przed drzwiami, otworzyłam torbę, by wyjąć z niej klucze. Ale moim oczon nie tylko ukazał się pęk metalowych, ale także biała serwetka, która, zmięta, leżała sobie na uboczu mojego zastępczego śmietnika. Od razu przypomniałam sobie kto i w jakim celu mi ją wręczył. Gdy weszłam do mieszkania, rozwinęłam ją i sięgnęłam po telefon. Minął dzień od naszego spotkania, a ja kompletnie o nim zapomniałam.
- Tak, słucham? - ktoś odebrał, a po głosie poznałam, że to właśnie był Igor.
- Cześć, tu Kim, poznaliśmy się niedawno... Wpadłeś na mnie.
- Tak, pamiętam - powiedział - Długo musiałem czekać aż zadzwonisz.
- Przepraszam, miałam mnóstwo rzeczy na głoiwie.
- Nic się takiego nie stało... Ale będziesz musiała mi to jakoś wynagrodzić... Spotkajmy się.
- Okej, gdzie i kiedy?
- Powiedzmy, że o dziewiętnastej, a adres przyślę ci SMSem, okej?
- Dobrze, do zobaczenia - i rozłączyłam się.
Igor wydawał mi się być miły, chciałam kontynuować naszą znajomość. Teraz i tak nie miałam nic do stracenia. 
SMSa dostałam po jakimś czasie. Wynikało z niego, że z Rosjaninem miałam się spotkać w jakiejś restauracji jego kumpla. Teraz została tylko kwestia ubioru. Za nic w świecie nie zamieniłabym swoich trampek, na taką radykalną zmianę bym się nie zdecydowała. Ale biała tunika plus dżinsy z balerinkami świetnie się ze sobą komponowały. Jeszcze tylko ostatnie pociągnięcie ust błyszczykiem... I usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzywszy je, moim oczom ukazał się Stefan.
- Wychodzisz gdzieś? - zapytał, mierząc mnie wzrokiem.
- A dlaczego pytasz? - wpuściłam go do środka.
- Brak trampek na twoich stopach jest niepokojący - zaśmiał się.
- Jeśli tak się martwisz, to tak, wychodzę.
- Myślałem, że ten wieczór spędzimy razem, no ale jeśli masz inne plany - powiedział, kierując się do wyjścia - A tak w ogóle, to gdzie idziesz?
- Nie wiem jak to nazwać - założyłam ręce na piersi -  Spotkanie, randka...
- Szybko się pocieszyłaś - ocenił, naciskając klamkę - Miłego wieczoru.
Miał rację? Szybko pocieszyłam się po zerwaniu a Aleksem? Minął tylko dzień... Ale Aleksandar nie był lepszy. Więc nie chciałam się kierować tylko i wyłącznie tym, że zachowuję się jak zimna suka bez  uczuć. Bo uczuć z nas dwojga miałam akurat najwięcej.
Gdy na zegarku wskazówki pokazały godzinę dziewiętnasta, akurat parkowałam przed knajpą. Była niewielka, ale wydawała się być przytulna. Gdy weszłam do środka, od razu go ujrzałam - siedział przy stoliku, w ręku trzymał czerwoną różę.
- Witaj - powiedziałam, gdy usiadłam naprzeciw niego.
- Hej - przywitał mnie uśmiechem, wręczając mi kwiat - Następnym razem będzie bukiet.
Puścił oczko, a zawartość mojego brzuchu przewróciła fikołka. I kolejnego, kolejnego... Za każdym razem, gdy się uśmiechał, czyłam jak stado motyli lata mi po żołądku.
- Mieszkasz w Rosji, prawda? - zapytałam po chwili, gdy on odpowiedział twierdząco, kontynuowałam - Gdzie nauczyłeś się tak biegle mówić po angielsku?
* * *
- Przez wiele lat mieszkałem w Stanach - skłamałem - Praktycznie się tam wychowałem.
- Ja urodziłam się w Niemczech, ale od szestastego roku mieszkałam w Polsce - oznajmiła.
- To mamy wiele wspólnego - uśmiechnąłem się.
Muszę wzbudzić w niej zaufanie, potem będzie już tylko z górki.
- A czym się zajmujesz? - spytała.
- Studiuję psychologię - znów minąłem się z prawdą. A co miałem ci powiedzieć? Że wykorzystuję takie lalki jak ty? Nie uwierzyłabyś mi. Albo uciekła gdzie pieprz rośnie.
- Napijemy się czegoś? - zapytałem, a gdy pokiwała głową, podszedłem do baru. Do stolika wróciłem z dwiema szklankami coli.
- Z racji tego, że oboje prowadzimy, nie wziąłem niczego mocniejszego - powiedziałem, stawiając przed dziewczyną napój. Wzięła łyk coli i odłożyła szklankę z powrotem na jej miejsce.
- Jesteś siatkarką, tak? - zapytałem, a gdy pokiwała głową, znowu się odezwałem - Widziałem cię w telewizji. Nigdy bym nie pomyślał, że się kiedyś spotkamy. Ale wszystko jest możliwe.
- Masz rację - uśmiechnęła się, znów biorąc do ust szklankę z colą.
Musiałem poruszyć temat jej i Wannera. Musiałem.
- Czytałem w gazecie artykuł o tobie - zacząłem, a jej uśmiech szybko zszedł z twarzy - O tobie i o lekarzu Dynama... To prawda?
- Nie - pokręciła energicznie głową - Gazety lubią pisać głupoty, tak dla lepszego rozgłosu... Ale ja i Stefan jestesmy tylko przyjaciółmi.
A głupia Marchenko wyobraża sobie niewiadomo co. Owszem, kobieta odrzucona potrafi robić wiele rzeczy, ale ona już przesadziła.
Rozmawialiśmy tak jeszcze dwie godziny, a tematy nam się nie kończyły. Ale musiałem to skończyć, nie mogłem się przełamać i coś do niej poczuć. A tak, to ona mnie polubi.
- Mój ojciec mnie wzywa - skłamałem, patrząc na ekran komórki - Właśnie dostałem od niego SMSa, chce mnie natychmiast widzieć.
- Jasne, rozumiem - powiedziała, wstajac.
Także wstałem, wyciągając z potrfela pieniądze - musiała zobaczyć we mnie dżentelmena.
- Ale zobaczymy się jutro? - zapytałem, gdy wyszliśmy z knajpy.
- Jasne - powiedziała.
- To do jutra - pożegnałem się, całując ją lekko w policzek.
Gdy wsiadałem do swojego jepp'a, sięgnąłem po komórkę i wybrałem ciąg numerów.
- Maryna? - zapytałem, gdy dziewczyna odebrała - Siatkarkę już mam, za niedługo będę mógł przechodzić do konkretów.
- Świetnie -  usłyszałem - A Borys?
- Jemu zostawiłem doktorka - oznajmiłem - Ma mu pomóc jeszcze kilku kolegów. Kupił ostatnio kanister z benzyną. Ciekawy jestem co wymyślił.
- Zaczyna mi się to podobać - zaśmiała się.
- Po co to w ogóle robisz? Przecież Kim nie jest ze Stefanem.
- Ważne, że to przez nią Stefan nie chce ze mną być - i rozłączyła się.


Witam. Nie podoba mi się ten rozdział, taki nijaki. Za tydzień pojawi się rozdział świąteczny, także no. I Georg się wreszcie pojawi ^_^ Tęsknię za tym Niedźwiedziem, jak go określił Igła. No i w następnym rozdziale pojawi się nowa postać. Wymyśliłam ją na szybcika, ale co tam. "Zagra" GO (tak, podkreślam, że to FACET) moja nowa miłości ♥
Dobra, do następnego :3

6 komentarzy:

  1. Fajnie.;) Czekam na kolejny rozdział!;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedny Aleks :( Ale nie dziwię się Kim, zrobiłabym na jej miejscu to samo...
    Rozdział super, nie mogę się doczekać tego świątecznego ^^
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie : http://setball-for-hope.blogspot.com/ :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten kanister z benzyną zupełnie mi się nie podoba. Czy oni chcą... nie, nie mogliby być aż tak podli i bezuczuciowi! A może jednak?
    Aleks sam sobie nagrabił. I nie ma co rozpaczać, trzeba się brać do roboty. :)
    To ja czekam na Twoją nową miłość i Grozera. *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. JEGOREK ♥
    Odwraca moją uwagę od treści opowiadania xD
    Boże, chyba go kocham.
    Twoja nowa miłość... hm.. Tylko która :D
    Czekam na nowy ♥
    Zapraszam na 10 na majeks.blog.pl + Zostałaś nominowana do Liebster Awards.
    Miłego ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To sie chyba odkochasz za dwa rozdziały :) Przykro mi...
      A miłość, ta najnowsza... :D

      Usuń
  5. U mnie nowy zapraszam http://you-and-me13.blogspot.com/2012/12/13lepsze-niz-zeby-daa-mi-w-twarz-choc.html

    OdpowiedzUsuń