poniedziałek, 17 grudnia 2012

23. Wujek Stefan wam pomoże.

I just want you for my own
More than you could ever know
Make my wish come true
All I want for Christmas is you...
You baby
Glee Cast - All I Want For Christmas.


Wreszcie nadeszły te dni - bynajmniej przeze mnie zbytnio nie oczekiwane - Święta Bożego Narodzenia. W tym roku spędzałam je z daleka od Julki, Georga i Oliega, a od kilku lat właśnie w takim gronie sie spotykaliśmy w Wigilię. Dochodziły jeszcze rodziny naszych braciszków i zawsze było wesoło. Ale tym razem miałam spędzić je tutaj, w Rosji, z daleka od wygłupów moich bratanic, corocznego julkowego koncertu kolęd oraz wspaniale doprawionego czerwonego barszczu Georga. Ale sama sobie taki los zgotowałam - chciałam trenować w Rosji, to trenuję, a że kosztem rodziny, to inna sprawa. Jedynym plusem tych świąt był Stefan. Chciał spędzić ze mną Wigilię, jak i pierwszy dzień świąt. Umówiłam się z nim, że od rana będzie pomagał mi w kuchni, inaczej z kolacji wigilijnej nici. Ale Wanner spóźniał się od dobrych dwóch godzin, a mnie nachodziły różne myśli. Oby znów nie przyszedł do mnie z siniakami na twarzy. Moje modły zostały wysłuchane, bo gdy kroiłam kolejną porcję warzyw do sałatki, Niemiec, bez pukania, wpadł zdyszany do mieszkania. Spojrzał tylko na bałagan, jaki pojawił się w kuchni i powiedział :
- Nie utniesz mi głowy, prawda?
- Z chęcią bym to zrobiła - odłożyłam nóż - Nie masz w domu zegarka?
- Przepraszam - szybko podszedł do mnie i nie dało się zauważyć, że był podekscytowany - Ale musiałem coś załatwić.
- No dobrze - wyjąkałam.
- Chodź - złapał mnie za rękę i podprowadził pod drzwi.
- Po co? Gdzie?
- Zobaczysz - podał mi kurtkę, i otworzywszy drzwi, skierowaliśmy się do wyjścia na dwór.
Gdy stanęliśmy przed budynkiem, moim oczom ukazał się wielki, czarny Mustang.
- Kupiłeś go? - zapytałam, a ten pokiwał głową.
- Jeszcze wczoraj - oznajmił - ale dzisiaj musiałem dopełnić kilka formalności. A teraz to cacko jest moje.
- Ale to coś musiało kosztować krocie...
- Fakt, zbierałem na niego od dłuższego czasu, ale warto było, prawda?
- A nie lepszy byłby zwyczajny Mercedes, Opel, Maluch?
- Nawet nie próbuj mnie prosić, żeby cię gdzieś podwieść, bo tego nie zrobię - powiedział nieco bezbarwnym tonem - Masz to jak w banku.
- Nacieszysz się nim jeszcze - zaśmiałam się - A teraz zapraszam do kuchni, potrzebuję drugiej pary rąk do pomocy.
- Jesteś bez serca - rzucił.
- A ty jesteś typowym facetem - odgryzłam mu się, łapiąc go za ramię.

- Krój to po ludzku! - wydarłam się na Wannera.
- A to nie jest po ludzku? -  odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Kazałam ci kroić w ćwiartki, a nie w plasterki - popukałam się w czoło i zabrałam mu nóż - Już z Georga miałabym więcej pożytku.
Stefan, zrezygnowany odszedł od blatu i usiadł przy stole.
Od czasu, gdy zaproponował mi  wspólne spędzanie świąt, dręczyła mnie jedna myśl. Wciąż krojąc warzywa i nie odrywając od nich wzroku, spytałam :
- Dlaczego nie spędzasz świąt w Niemczech? Z rodzicami z rodziną?
Nie doczekałam się natychmiastowej odpowiedzi. Podniosłam na chwilę oczy, a Stefan nie patrzył na mnie, wzrok wbity miał w podłogę.
- Nie mam rodziny - rzucił krótko. Widać było, że nie chciał podejmować tego tematu.
Milczałam. Nie sądziłam, że taka będzie jego odpowiedź. Zaskoczył mnie.
- Przykro mi - bąknęłam.
- Przyzwyczaiłem się - odpowiedział - Moi rodzice mieli wypadek osiem lat temu.
Wstał z miejsca i podszedł do radia umieszczonego na szawce. Włączył urządzenie, a kuchni rozbrzmiał dźwięk Let it snow.

Oh the weather outside is frightful,
But the fire is so delightful,
And since we've no place to go,
Let It Snow! Let It Snow! Let It Snow!

- Wreszcie jakiś klimat świąt - ocenił, odwracając się do mnie tyłem i wrócił do stołu.
- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? - zapytałam ni stad ni zowąd.
Spojrzał na mnie jak na wariatkę.
- Do czego ma służyć ta rozmowa? - znów patrzył na mnie jak na kosmitkę.
- Oj nie patrz tak na mnie - rzuciłam odkładając nóż - To tylko pytanie.
Chłopak, widocznie zakłopotany, poskrobał się po głowie.
- Wierzę - powiedział po chwili - A dlaczego pytasz?
- Bo chyba się zakochałam - rzuciłam bez namysłu.
Wyraz twarzy znów mu się nie zmienił; wciąż był bardzo zdziwiony.
- Zakochałaś się? - wyjąkał. Teraz w radiu rozbrzmiewało Last Christmas.

Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day
you gave it away
This year
To save me from tears
I'll give it to someone special


- A to takie dziwne? - zapytałam, a Wanner pokręcił głową - Nie muszę być wiecznie nieszczęśliwa.
- Ale dopiero co rozstałaś się z Atanasijevićem i już...
- Dobrze, nie było tematu - przerwałam mu, wracając do sałatki.
- Przepraszam - powiedział.
- Nie, nic się nie stało... Lepiej zadzwoń do tego swojego kolegi od choinki...
- Dzwoniłem już conajmniej dziesięć razy - siegnął do kieszeni po telefon.
- To zadzwoń jeszcze raz - poleciłam mu.
Wybrał numer telefonu i przyłożył komórkę do ucha.
- Andreas, gdzie ty jesteś? - wrzasną, aż podskoczyłam.
Wanner jednak w spokoju wysłuchał swojego przyjaciela i w końcu się odezwał : - Okej, zaraz będę.
I rozłączył się.
- Andreas jest na zewnątrz, ale nie da rady wnieść sam choinki na górę, muszę mu pomóc - uśmiechnął się i wstał od stołu - Zaraz wracam.
Po założeniu kurtki wyszedł z mieszkania. Chwilę później drzwi otworzyły się w wielkim hukiem, a w nich stanęło wielkie drzewko. Do mieszkania wnieśli go dwaj Niemcy. Gdy Wanner i Andreas weszli do środka, moim oczom ukazał się chłopak, około dwudziestodwuletni, z mnóstwem dreadów na głowie i kolczykiem w nosie. Gdy zaczął strzepywać z kurtki śnieg, nieco mnie to zirytowało. Wspommniany wcześniej biały puch wylądował na dywanie.
- Kim, to jest Andreas Himmel, znamy się jeszcze ze szkoły - Stefan wskazał na swojego przyjaciela, a ten tylko pokiwał głową, uśmiechnął się i wystawił ku mnie dłoń. Nie chciałam jej ściskać. Śnieg na podłodze wciąż przykuwał mój wzrok, a Niemiec cały czas, irytując mnie tym przy okazji, uśmiechał się cwaniacko. Spojrzałam tylko na niego mrużąc lekko oczy i wróciłam do kuchni.
- Zrobiłem coś nie tak? - usłyszałam Andreasa, a ja zaśmiałam się pod nosem.
Niemcy wymienili między sobą parę zdań, ale ja już nie słuchałam. Wyjełam właśnie dopiero co upieczonego piernika. Postawiłam go na stole i odwróciłam się do niego tyłem. Wróciłam do krojenia warzyw. Stefan i Andreas po chwili do mnie dołączyli.
- Może wam w czymś pomóc? - usłyszałam Dreadziarza.
- Nie, dzięki - rzuciłam zza pleców, koncentrując się tylko i wyłącznie na aktualnej czynności. 
I gdy odwróciłam się, by zsypać warzywa do wspólnego naczynia, ujrzałam Andreasa zajadającego się moim piernikiem... Szkoda, że w tej chwili nie zalała mnie krew, albo serce mi nie pękło. Cały dzień męczyłam się, by ciasto wyszło odpowiednio, a ten, za przeproszeniem, brudas w nim grzebał! A na dodatek już trzeci kawałek lądował w jego ustach.
- Zostaw to! - wrzasnęłam na chłopaka, a ten stanął jak wryty.
Podbiegłam do niego, wyrwałam mu blaszkę, którą trzymał w rękach i schowałam z powrotem do piekarnika.
- To tylko ciasto - rzucił Niemiec, a ja zaczęłam żałować, że nie potrafię zabijać wzrokiem.
- Lepiej będzie jak już sobie pójdziesz - odezwał się Stefan, klepiąc swojego przyjaciela po plecach.
Andreas tylko pokiwał głową.
- Do zobaczenia - rzucił, a gdy pożegnał się z nim tylko Wanner, a ja siedziałam cicho, powtórzył : - Do zobaczenia, Kim.
- Mam nadzieję, że nie - wycedziłam przez zęby.
Zrezygnowany Andreas założył kurtkę i opuścił mieszkanie.
- Skąd on się w ogóle urwał? - zapytałam, a Stefan głośno się zaśmiał.
- Andreas jest w porządku - powiedział, znów siadając przy stole.
- Rozsypał śnieg po moim dywanie, zjadł połowę mojego dzięła, a ty mówisz, że jest w porządku?
- Pomogę ci zrobić kolejne, chociaż nie wiem, czy będzie tak wspaniałe, jak to pierwsze - rzekł, uśmiechając się przy tym.
- Ale to nie to samo - powiedziałam siadając obok niego.
Nie zdążyliśmy jednak zacząć piec kolejnego ciasta, bo rozległo się głosne pukanie do drzwi. Głośno modląc się, by nie wrócił ten Rasta od siedmiu boleści, nacisnęłam na klamkę i moim oczom ukazały się prezenty.
- Ho, ho, ho! -  usłyszałam - Czy są tu jakieś grzeczne dzieci?

You better watch out
You better not cry
Better not pout
I'm telling you why
 Santa Claus is coming to town.


- Gyorgy, ty stary koniu - zaśmiałam się, a zawiedziony Georg wyszedł zza drzwi. Za nim oczywiście Violetta z Leaną i Loreen.
- Jak ty się odzywasz do brata? Nie będzie za to prezentów - zagroził Georg, gdy całą gromadką weszli do środka.
Nie musiałam przedstawiać swojemu bratu Stafana, obaj znali się już wcześniej. Mężczyźni podali sobie dłonie.
- Choinka! - zawyła Loreen, ciągnąc swoją mamę za rękaw.
- Jeśli tak bardzo chcecie, to możecie ją ubrać - zwróciłam się swoich bratanic, które bardzo się ucieszyły - Wujek Stefan wam pomoże.
Wanner zrobił wielkie oczy, ale nie miał innego wyjścia, bo dziewczynki już go zaatakowały.
- Oooo, piernik! - usłyszałam z kuchni Georga.
Szybko udałam się do pomieszczenia obok, aby cokolwiek zostało jeszcze z moich starań.
- Zostaw, zostaw, zostaw! - piszczałam, wyrywając z jego uścisku ciasto.
Georg spojrzał na mnie tylko z ukosa.
- Dobrze, że coś ze sobą przywieźliśmy, Viola - zwrócił się do swojej małżonki - Nie zgłodniejemy.
Violetta tylko pokiwała głową, wyciągając z torby paczki z zapakowanym jedzeniem.
- Powiedz, że zrobisz barszcz -  zaczęłam błagać swojego braciszka, biorąc go na litość , robiąc maślane oczka. Gyorgy szybko się ugiął i ruszył ku kuchence.
- Kim, spójrz - szepnęła moja bratowa, wskazując na widok za drzwiami. Obie do nich podeszłyśmy i jakie było moje ździwienie, gdy ujrzałam Stefana całego obwieszonego łańcuchami i tego typu ozdobami. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
- To twój przyjaciel, tak? - spytała Viola, a ja pokiwałam głową. Ta zrobiła mine niedowiarka.
- No co? - spytałam.
- Przecież widzę jak na ciebie patrzy - oceniła, a ja popukałam się w czoło.
- Nie gadaj bzdur - zaśmiałam się, wracając do kuchni. Georg właśnie wepchnął cały kawałek piernika do ust.
- Ty stary pierniku, świnio... - krzyczałam, a na mój widok prawie by się udusił - Najpierw jakiś naćpany Rasta się do niego dobiera, a teraz ty? Jesteście niewdzięczni, wszyscy...
- Napebno chciałaś go saba zjeść - wyjąkał z ustami pełnymi mojego piernika, tak, że trudno było go zrozumieć. Ale, mając dość żarłocznego Georga, machnęłam na niego ręką, wyszłam z kuchni i udałam się do Wannera i dziewczynek, które nie ubierały już Stefana, tylko zajęły się drzewkiem. Niemiec siedział na sofie wykończony, więc się do niego przyłączyłam.
- Dały ci popalić? - spytałam.
- Nie, skądże - odpowiedział z uśmiechem - No, może trochę - puścił oczko.

Po wieczerzy wigilijnej Gyorgy i Viola poszli położyć dziewczynki do łóżka. Z Wannerem wciąż siedzieliśmy i rozmawialiśmy.
- Ale dasz mi się jutro przewieść twoim cackiem? - zapytałam, a Stefan tylko zaśmiał się po cichu.
- Przecież powiedziałem, że nie - odpowiedział.
- Jak długo i jak bardzo mam cię prosić? - znowu zadałam mu pytanie, a Niemiec tylko wzruszył ramionami.
Nie myśląc, szybko przybliżyłam się do niego i pocałowałam w policzek.
- Jeśli myślisz, że się ugne i zmienię zdanie, to się grubo mylisz - powiedział, a ja zaśmiałam się.
Wstałam z sofy i spojrzałam w okno, z którego buchało dziwna, czerwona łuna. Podeszłam do niego, próbując dostrzec, co takiego dzieje się przed budynkiem. Zamurowało mnie. Na dole, przed blokiem, coś stało w płomieniach.
- Stefan - wyjąkałam, a gdy Niemiec stanął obok mnie i także spojrzał przez okno, dodałam - Czy to...
Ale nie dokończyłam, bo Wanner akurat wybiegł z mieszkania.


No i witam! Ten rozdział wydawał mi się nadzwyczaj długi, ale to chyba tylko przeraziła mnie liczba notatek w moim telefonie.
W zakładce Bohaterowie pojawił się Andreas. Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda to zapraszam. 

Chciałam wam tylko życzyć wesołych świąt, pełnych miłości, szczęścia. Zeby życzenia, które będzą składali wam członkowie waszych rodzin, znajomi i przyjaciele, spełniły się w mgnieniu oka. Mnóstwa śniegu (bo co to za święta, bez śniegu?), prezentów pod choinką, miłych chwil spędzonych z rodziną i czego sobie jeszcze życzycie. Wspaniałego sylwestra. Ja niestety w tym roku sylwestra nie będę spędzała, z racji tego, że od wakacji mam żałobę i nie wypada, ale chociaż wy spędzcie go przyzwoicie. Oby nowy rok przyniósł nam niespodzianki i nie były to niespodzianki nie miłe, jak w moim przypadku...
wasza Karolina.

8 komentarzy:

  1. Jak świątecznie ^^
    Rozdział jak najbardziej udany :) nie spodziewałam się Gyorga szczerze powiedziawszy.
    Zapraszam do siebie, już nowe : setball-for-hope.blogspot.com :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wesołych świąt! ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahaha, żarłoczny Grozer rozgromił mnie na dzień dobry! :D Chciałabym zobaczyć te jego wcinanie piernika na żywo. :D I Andreasowi się oberwało, oj panowie, nieładnie tak podpierdalać jedzenie przed świętami. :D
    Czyżby szykowało się coś między Kim a Stefanem? :)
    Ja również wesołych życzę. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam na kolejny rozdział na http://siatkarscy-herosi.blogspot.com/. Pozdrawiam, Caroline. :*

      Usuń
    2. Jeżeli masz ochotę, to zapraszam na trzydziesty trzeci rozdział na http://siatkarscy-herosi.blogspot.com/. Pozdrawiam, Caroline. :*

      Usuń
  4. Larsen twoją nową miłością? :D Zanim zajrzałam do bohaterów,to wyobrażałam sobie Bednarka xD
    Uffffff, dobrze że spalili samochód, a nie wujka Stefana, bo już miałam w glowie Kim, ryczącą nad jego zwęglonym ciałem.. oj tak :D
    Również życzę wesołych ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam na niego fazę od jakichś dwóch tygodni, jeszcze nie zauważyłaś? :D

      Usuń
  5. Chcesz poznać zdanie na temat swojego bloga? Nie boisz się słów krytyki, bądź uwielbiasz pochwały?
    Jeśli nie lękasz się także poskramiania upiorów, a krytyka jest Ci dobrze znana, zapraszamy do załogi.
    Zgłoś się do Dark-Evaluation.blogspot.com, a poznasz zdanie prawdziwych egzorcystów! Twoje demony zostaną odgonione, a Ty będziesz spać w spokoju.

    OdpowiedzUsuń