wtorek, 19 lutego 2013

34. Mogłaś nie wyjeżdżać do tych Eskimosów.

Ta miłość, której potrzebujemy jest teraz.
Miejmy nadzieję na coś.
the lumineers - ho, hey.


Przed państwem, drugi rok z rzędu, Mistrzynie Rosji : Dinamo Moskwa! 
Niemrawo weszłam na pudło, gdy spiker ogłosił zwycięstwo Moskwy. Mecz, niczym bitwa pod Grunwaldem, ale wygrałyśmy po tie-breaku z Kazaniem. Każda z nas dała z siebie wszystko, i chyba to właśnie zadecydowało o naszym zwycięstwie.
Poczułam jak prezes wiesza na mojej szyi medal w złotym kolorze. Ale nie cieszyłam się.
Miesiąc.
Tyle minęło od śmierci Stefana, a mnie nadal przepełniała pustka.
Obmochaeva odebrała puchar od innego mężczyzny i, z triumfem, podniosła go do góry. Gest całkiem normalny, ale ja, unosząc ten złoty kielich myślałam, że ta wygrana jest dla Niego.
Zeszłyśmy z podium, by zaraz potem tonąć w szampanie. Wraz z Victorią i Nataliją zakryłyśmy się wielkim czekiem. Niestety, mądra Osmokrović obeszła nas od tyłu i odpaliła swój alkohol.
- Wariatka - mrukneła Rosjanka, wychodząc zza naszego bezpiecznego miejsca. 
Także i ja z Vicky wyszłyśmy na pole bitwy, gdzie już nasze kadrowe koleżanki bawiły się w kto oberwie większymi litrami alkoholu. Z moim refleksem to ja wygrałam tę zabawę.
- Idziemy świetować - oznajmiła Victoria - Idziesz z nami?
W odpowiedzi pokręciłam głową.
- To co będziesz robiła?
- Nie wiem, może obejrzę telewizję, pójdę na cmentarz...
- Nie powinnaś się tak zadręczać - Vicky spojrzała na mnie współczująco.
- Ale ja się nie zadręczam - powiedziałam, kręcąc głową i wymuszajac promienny uśmiech.
Poczułam ostatnie spojrzenie przyjaciółki. Dziewczyna przytuliła mnie i odeszła do dziewczyn, by świetować z Mistrzyniami.

- Już myślałam, że nigdy nie przylecisz! - usłyszałam piskliwy głos Julki, gdy tylko wyszłam z samolotu. - Wiesz ile tu na ciebie szekamy?
- Tylko pięć minut - odezwał się Aleks, który szedł zaraz za nią.
Postawiłam swoje bagaże na podłodze lotniska i pędem pobiegłam w ich stronę. Rzuciłam się, najpierw na Aleksa, a potem na Julię.
- Jak się cieszę, że was widzę! - pisnęłam, gdy uwolniłam swoją przyjaciółkę z uścisku.
- W ogóle mogłaś nie wyjeżdżać do tych Eskimosów - powiedziała Białorusinka, a ja zaśmiałam się po cichu.
- A gdzie zgubiłaś Konstantina?
- W trybie natychmiastowym musiał pojechać do Serbii - powiedziała, a ja kątem oka spojrzałam na Atanasijevića.
Był zakłopotany. Ten wyraz twarzy już kiedyś widziałam; gdy rozmawiał, a raczej kłócił się przez telefon z Konstantinem i zauważył, ze się mu przysłuchuję. Co oni kombinowali?
- Nie zabrał cię?
- To jakieś sprawy rodzinne, nie chciałam mu przeszkadzać - uśmiechnęła się blado i gdybym nie znała jej tak dobrze, myślałabym, że wszystko jest okej.
Wróciłam po swoje walizki i podeszłam do przyjaciółki i chłopaka. Aleksandar wziął ode mnie torby i pocałował w czoło.
- Odwieziemy Julkę do domu i mam dla ciebie niespodziankę - szepnął mi do ucha, a ja uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Gołąbeczki, w drogę - krzyknęła Julka - Pogruchacie sobie później!

Gdy Julia wysiadła z samochodu Aleksa, ruszyliśmy w dalszą drogę.
- Nie wiesz, dlaczego Konstantin tak nagle wyjechał do Serbii? - zapytałam po chwili.
Aleksandar tylko pokręcił głową.
- Jego mama znów źle się poczuła? - drążyłam temat, chcąc w końcu dowiedzieć się czegoś na temat Cupkovića. A wiele nie wiedziałam. Tak, na imię mu było Konstantin, ale te jego wieczne wycieczki do Serbii wydawały mi się dość podejrzane. I nie zabierał na nie Julki. Nie chciał jej przedstawić rodzicom? A może się jej po prostu wstydził? Nie sądziłam, by był jakimś seryjnym mordercą, ukrywajacym się w Polsce, ale, na miły Bóg, co go tam tak ciągnęło? Tak, tak, ja tu snuję najczarniejsze scenariusze, a okaże się, że Cupković po prostu jest maminsynkiem i musi obywać comiesięczne wizyty u mamusi. 
- Nie wiem, nie mówił mi - mruknął, a ja pokiwałam głową. Oczywiście, skoro to jakaś ich tajemnica, Aleksandar nic mi nie powie - pomyślałam - A ewidentnie Serb wiedział, dlaczego jego przyjaciel tak nagle wyjeżdża do ojczyzny.
- Mówiłeś, że masz dla mnie niespodziankę - zmieniłam temat.
- Dowiesz się w swoim czasie - odpowiedział z tajemniczym uśmiechem.
- Nie uchylisz chociaż rąbka tej tajemnicy? - próbowałam  wyciągnąć coś od niego, ale Aleks zostawał nieugięty.
- Niespodzianka, to niespodzianka - odpowiedział, patrząc na jezdnię.
- Nie chcę cię urazić, ale ni lubie niespodzianek w twoim wykonaniu.
- A jednak uraziłaś - powiedział z uśmiechem - Nie masz się czego bać, nie wywiozę cię już na żadne odludzie.

Na tajemnicze miejsce dojechaliśmy po półtorej godzinie. Byliśmy już poza centrum Łodzi, a Atanasijević milczał jak zaklęty. I przez kilkanaście minut nawet pomyślałam, że mógł stracić głos. Gdy w radiu rozbrzmiał jego ulubiony kawałek, zaczął nucić pod nosem znaną melodię, rozwiał moje wątpliwości. Aleksandar zatrzymał się na nieznanej mi ulicy i wyszliśmy z samochodu. Przeszedł do mnie i złapał mnie za rękę. To on prowadził. Przeszliśmy kilka kroków, delektując się ciszą, jaka na chwilę zapanowała. Gdy Aleks się zatrzymał byłam trochę zdezorientowana. Przed nami stał wielki dom, z pięknym, zadbanym ogrodem.
- Podoba ci się? - zapytał, obejmując mnie w pasie ciepłymi ramionami.
- Jest piękny - odpowiedziałam, wciąż patrząc na budynek.
- To nasz dom.
Wyśmiałam go.
Śmiałam się, ale gdy dostrzegłam z jaką powagą Serb na mnie patrzy, opanowałam napad głupawki.
- Żartujesz.
- Nie, dlaczego? - uśmiechnął się, lekko popychając mnie w stronę ogrodzenia - Mówiłem, że chcę z tobą zamieszkać.
- Ale nie myslałam, że tak szybko.
- Nie mogę dłużej czekać.

Na zewnątrz dom był piękny, ale wewnątrz przekroczył moje najśmielsze oczekiwania. Sam salon, który był jak trzy moje pokoje w Moskwie, zaparł mi dech w piersiach. Ściany były koloru morelowego, a skalny kominek wspaniale komponował się z resztą wystroju.
- Podoba ci się? - znów usłyszałam to pytanie z ust Aleksa, a ja, po raz kolejny odpowiedziałam twierdząco.
- Miałem taką nadzieję - wyszczerzył się i do mnie podszedł. 
Znów jego ręce oplotły mnie w pasie. Poczułam jego perfumy, których, przed wyjazdem do Moskwy, tak często uczyłam się na pamięć. Po chwili składał na mojej szyi wianuszek pocałunków, zapraszajac tym samym tylko do jednego. Znów w moją psychikę wkradł się Igor, więc szybko odsunęłam się od niego.
- Chodź, obejrzymy resztę domu - uśmiechnęłam się, wystawiając ku niemu rękę.
Chwycił ją niechętnie i ruszyliśmy w głąb wielkiego mieszkania.



Nie za jasno tutaj? Oczopląsu dostaję.
Dziękuję Resovii, widać determinację. 
A z tych hotek, które teraz tak się wykłócają, to po prostu mam niezły ubaw. Tylko czekać, aż z siatkówki zrobicie drugą piłkę nożną, gdzie kibice potrafią pozabijać się dla klubu. No brawo! Widać niektórzy "kibice" (tak, zaznaczam cudzysłowie!) nie potrafią chyba przyznać się do porażki Skry, obrażajac tym samym Nas, kibiców Asseco. No przepraszam, nazywajac Podpromie chlewem tak nas ranicie, że cię idę łyżką pociąć. Wychodzę już z siebie, haha :D

A rozdział jak zwykle do dupy, Boże, przepraszam was -,-


10 komentarzy:

  1. Oj tam nie przesadzaj. ;d Fajny jest ten rozdział. ;) A co do monologu o "kibicach" to w pełni się z tobą zgadzam. ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. do dupy?! przestań , jest świetny!! Pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że Kim nie świętowała z innymi zwycięstwa, ale z drugiej strony nie dziwię się. Niespodzianka Aleksa po prostu cudna :)Oby tylko nieobecność Cupka nie zapowiadała nic złego...
    Jak do dupy?! No chyba nie! :D Według mnie udany, przyjemnie się czyta.
    A co do "kibiców" masz stuprocentową rację. Rozumiem - rywalizacja, "Spotkanie Gigantów", emocje, ale bez przesady! To co niektóre osoby wypisują to jest po prostu żenada. Kibice Sovii też nie są święci, ale, moim zdaniem, w miarę normalnie przyjmują porażki. Czytając niektóre wypowiedzi czy to na facebooku, czy na jakichkolwiek forach dochodzę do wniosku, że siatkówka zamiast łączyć ludzi, niedługo doprowadzi do wielkiego sporu między nimi.
    Sama wiem jak to jest, gdyż zdania w moim domu są podzielone (ja jestem za Resovią, a mój tata za Skrą), ale mimo wszystko znajdujemy wspólny język na meczach i choć czasem zdarza nam się niemiła wymiana zdań, potrafimy uznać wyższość danej drużyny w spotkaniu.
    Uf, to się rozpisałam :P Miejmy nadzieję, że w niedzielnym spotkaniu zachowanie będzie trochę inne. Trzymajmy kciuki za Naszych! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do siebie ( na setball-for-hope.blogspot.com) na nowy rozdział :)

      Usuń
  4. No tak, tak to jest, jak się ktoś nie potrafi pogodzić z porażką. Cóż, trzeba posiadać tę niezwykłą umiejętność i wykorzystywać ją z godnością. Nazywanie Podpromia chlewem, miejsca, w którym niezaprzeczalnie są najlepsi kibice w Polsce, jest już poniżej pewnego poziomu.
    Matko, Alek i jego niespodzianki, czyli miazga dla mojego mózgu. :P Ale że dom? Na dodatku dla niego i Kim? Boże, która kobieta nie chciałaby takiego suprajsa? :))
    Zachowanie Cupka mnie niepokoi. Naprawdę odwiedza mamusię, czy jeździ tam w zupełnie innym celu?

    OdpowiedzUsuń
  5. I to wina Igora (pacz, skończyłam z Jegorowaniem)! A to Aleks jej zrobił niespodziankę... Ale bałabym się takiego domu, serio. Swojego się boję, a co dopiero tego. I Cupko mnie tak intryguje... omg, co on kombinuję.
    Hahahah, serio ktoś nazywał Podpromie chlewem, bo Skra przegrała? Mózg rozjebany. Mnie tylko wkurzały miny Zibiego, taki mały szczegół XD Ale to już przesada.
    Czekam na nowość ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://majeks.blog.pl/2013/02/23/32-lecimy-na-grenlandie/

      Usuń
  6. Za jasno to jest u mnie ;) Świetny szablon, uwielbiam kolor kremowy.
    Widziałam już wcześniej, że dodałaś nowy post, ale nie miałam głowy, żeby zasiąść i przeczytać, bo w szkole totalnie nas męczą, że ledwo mam czas na oddychanie ;) Motywacja do nadrobienia moich postów? Nie jestem w tym dobra, ale może fakt, że wszystkim się podoba, że przeprowadziłam maleńką rewolucję w życiu głównej bohaterki i że aby czytać dalsze rozdziały, przydałaby się znajomość wcześniejszych, wystarczy? Jeśli dodam do tego fakt, że są one dość krótkie, to może się przemożesz i przeczytasz? Jak coś to możesz zajrzeć na jego streszczenie, które mam w zakładkach ;)

    Wiedziałam, że to wygrają. Super, że wraca do Polski i Aleksa. Jak ja bym chciała, żeby mi kiedyś dom kupił. Coś mi się czuje, że jednak na mojej drodze nie stanie żaden dwumetrowy koleś, namiętnie grający w siatkówkę. ;) Dalej ubolewam nad śmiercią Stefana, ale tak najwidoczniej musiało być. Jedynie zachowanie Cupko mi się totalnie nie podoba. Jakiś głosik w głowie podpowiada mi, że nie jeździ do Serbii tak często, tylko aby spotkać się z mamą. No, ale zobaczymy jak to dalej będzie ;)
    Sorry za rozpisanie, mam słowotok ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, ,,ktoś'' mi znikło w zdaniu i wygląda, jakbym marzyła o tym, żeby mi Aleks dom kupił. Bynajmniej nie jego miałam na myśli. :D

      Usuń
  7. Zapraszam
    http://parkiet-siatka-mikasa-moje-marzenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń